Osobisty komentarz do wersetów biblijnych.
RSS
wtorek, 28 stycznia 2014

Ślepi odzyskują wzrok i chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni i głusi słyszą, umarli są wskrzeszani, a ubogim zwiastowana jest ewangelia; A błogosławiony jest ten, kto się mną nie zgorszy (Ewangelia Mateusza 11:5-6)

Jako chrześcijanie doczekaliśmy się życia w bardzo ciekawych czasach. Oto bowiem, jak za życia Pana Jezusa, tak i teraz, wielu spośród szumnie nazywających się Jego uczniami, gorszy się swoim własnym Mistrzem.

Powodem owego zgorszenia jest, ni mniej ni więcej, tylko Boże życie w działaniu (Boża moc w praktyce), czyli uzdrawianie, dzisiaj – tu i teraz.

 
Okazuje się bowiem, że uzdrowieniami, cudami i znakami MOŻNA się zgorszyć, że zbyt częste obnoszenie się (vide: dawanie świadectwa)  z wysłuchanymi modlitwami (vide: uzdrowieniami)  złości, i to najbardziej wszystkich tych, którzy nigdy w swoim życiu NIKOGO nie uzdrowili i którzy nigdy w swoim życiu nie otrzymali i nie doświadczyli żadnego uzdrowienia!

Lud mój ginie

Tymczasem w Bożym Słowie czytamy, że: "lud mój ginie, gdyż brak mu poznania" (Oz. 4:6). A zatem,  czy to Pana Jezusa wina, że ktoś się boi uwierzyć, że On ma moc uzdrawiać  i dzisiaj (bo przecież: "tyle wokoło zwiedzeń, fałszywych nauk i proroków")? Czy to wina Jezusa, że ktoś się boi uczynić swój krok wiary i zacząć działać w Jego Imieniu i w nadanym mu, jako Bożemu dziecku, autorytecie? Czy to Jezusa wina, że zatrzymujemy się na etapie: "Panie nie wiem, jak się modlić… Panie, to nie działa…" - zamiast prosić Boga o mądrość i szukać tych wszystkich, u których "to zadziałało" – są uzdrowienia w Imieniu Jezusa i sam Bóg odbiera sobie z tego chwałę? A przecież mamy czynić rzeczy takie jak On, a nawet większe (Jn 14:12). Więc w jaki sposób "ma nam się to stać", skoro nie będziemy robić NIC?!...  Albo, będziemy... ale negować... i zamiast wiary i nadziei - przynosić innym zwątpienie i beznadzieję?

Wszystko będzie nam dodane

Czytamy także w Biblii o gwałtownikach zdobywających Królestwo Niebieskie (Jn. 11:12). Czasem po prostu musimy zrobić COŚ –  nie tylko czekać na uzdrowienie. Musimy zająć się robieniem rzeczy dla Boga, to pozwoli nam skierować nasz wzrok z nas samych i naszych problemów  na Niego i sprawy Jego Królestwa. Mamy być czynni (szukanie Bożego Królestwa nie jest biernością - Mt. 6:33), a wszystko inne będzie nam dodane – także uzdrowienie. Nie wyobrażam sobie biernego leżenia i czekania "na zmiłowanie"  i przyprawiania tego wszystkiego jeszcze na dodatek niewiarą! Czasy uzdrowienia w Betezdzie już dawno minęły (Jn.5:1-18)!  Kobieta z krwotokiem (Mk. 5:25-34) sama wzięła sprawy w swoje ręce i POSZŁA po swoje uzdrowienie, ALE do tego potrzeba DETERMINACJI! A także Abrahamowego zawierzenia Bogu (Rz. 4:3), a nie wietrzenia wszędzie zwiedzeń i teorii spiskowych, choć to prawda, że "dni są złe" (Ef. 5:16)!

Udrożnienie dla Królestwa

Ilekroć śledzę informacje na temat czyjejś służby, w wyniku której ludzie zaczynają doświadczać ponadnaturalnej mocy Bożej i uzdrowień, okazuje się, że na samym początku, u tych wszystkich, u których Boża moc zaczęła się manifestować i Bóg zaczął się przyznawać do ich modlitw, była mocna niezgoda na poddanie się chorobie i na śmierć. Potem była chęć dowiedzenia się, co robić , jak się modlić, gdzie się dotychczas popełniało błąd. Bywało też najczęściej jakieś osobiste doświadczenie, które skłoniło daną osobę do długotrwałych często poszukiwań i wielkiej determinacji, by w końcu Boże uzdrowienie stawało się ich realnością i codziennością.
 

***


Osobiście, od kilku miesięcy doświadczam podobnej determinacji, chęci poszukiwania i podobnego do opisanego wcześniej pragnienia bycia udrożnionym do poszerzania Bożego Królestwa. I jaki jest efekt? Co najmniej trzy namacalne i konkretne uzdrowienia we własnym domu w ciągu ostatnich kilku dni! Chwała niech będzie Najwyższemu Bogu!

Efekty moich poszukiwań można znaleźć między innymi tu:  

https://www.facebook.com/BogUzdrawiaHealingGod/

- świadectwa, nauczania, filmy

01:56, emi_grise
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 grudnia 2013

Przypomnijmy sobie czas naszego nowego narodzenia i czas chłonięcia przez nas Biblii po raz pierwszy. Przypomnijmy sobie nasz ówczesny ogień dla Boga i porównajmy sobie ten stan z miejscem, w którym jesteśmy dzisiaj. Jeśli sami siebie zaskoczymy na plus - to bardzo dobrze, a jeśli do wykrzesania z siebie tamtych pierwszych standardów potrzebujemy teraz specjalnych "programów" czy "strategii", to zastanówmy się proszę, co stało się z nami w tzw. między czasie, co stało się z nami pomiędzy. I zastanówmy się także, czy przypadkiem jednej religii nie zamieniliśmy po drodze na inną. Przyjdź, Panie Jezu!


Ewangelia Mateusza 16:26

Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za duszę swoją?

14:39, emi_grise
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 grudnia 2013

Przeto, umiłowani moi, jak zawsze, nie tylko w mojej obecności, ale jeszcze bardziej teraz pod moją nieobecność byliście posłuszni; z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie.

Drogoście kupieni; nie stawajcie się niewolnikami ludzi.
Drogoście bowiem kupieni. Wysławiajcie tedy Boga w ciele waszym.

Ostatnio Bóg bardzo dotknął mnie kwestą troski o swoje zbawienie. Otrzymaliśmy od Boga cenny dar – życie wieczne, nowe życie, przeżyliśmy nowe narodzenie. Bóg, dając nam nowe, mięsiste serce, uczynił z nas nowego człowieka. Ktoś inny – Bóg-człowiek – Jezus Chrystus zapłacił za to swoją bezcenną krwią. Z radością i drżeniem przyjmowaliśmy i uznawaliśmy tę ofiarę za ofiarę za nas samych i zaczynaliśmy nowe życie  - już z Bogiem, już na Jego a nie swoich, czy świata, warunkach.

 
Jeśli dokańczamy swojego biegu, to to jest piękne i wspaniałe i otrzymamy swoją zapłatę w Niebie - wieczność z Bogiem. A jeśli nie? Jeśli cudzołożymy ze światem? Jeśli trwonimy to, co otrzymaliśmy? Jeśli nasz najcenniejszy skarb, naszą perłę przehandlowujemy za kolejną odmianę religijnej, fałszywej pobożności  i ułudę żywej relacji z Bogiem?

Czy mówiąc do Jezusa: „Panie, Panie” – jesteśmy pewni, że On rozpozna nas, gdy będziemy chcieli wejść na Jego ucztę w Niebie? Jak dzisiaj sprawujemy swoje zbawienie? Czy w sposób, który pozwoli rozpoznać Bogu w nas swojego własnego syna/córkę? Czy nazywając Boga Ojcem jesteśmy pewni, że On może, i powinien,  nazwać nas swoimi dziećmi? Zawsze? Bez względu na to, czy otrzymane od Niego zbawienie zamienimy w pomyje?
 

13:59, emi_grise
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 listopada 2013

„Idź do mrówki, leniwcze, przypatrz się jej postępowaniu, abyś zmądrzał”

BYĆ JAK FERDEK KIEPSKI

Ostatnio dość mocno przemówiły do mnie bardzo obrazowe słowa na temat bycia jak... Ferdek Kiepski... Wystarczy, że przyjrzymy się krytycznie temu, jak wygląda nasze życie w ogóle, by mieć od razu odpowiedź na to, jak wygląda nasze życie z Bogiem.

 
Jednego i drugiego nie powinno się od siebie oddzielać. Nie może być miejsca na życie z Bogiem i zaraz obok – na momenty / obszary  bez Boga. Na przykład nasza praca może, i powinna (!), przeplatać się z modlitwą – o jej efekty, o zwierzchników, o współpracowników. Podobnie – każda inna sfera naszego życia.

Nie oczekujmy, że wiodąc zawodowe, jak i duchowe życie lenia kanapowego i żywej antyreklamy jakichkolwiek standardów – estetycznych, jakościowych – wszelakich (vide: Ferdek Kiepski), zyskamy aprobatę w Bożych oczach. Wszędzie – uwaga (!) – wszędzie mamy być dla innych wzorem i przykładem, a dodatkowo – zachętą, by oni – np. niewierzący, zapragnęli życia takiego, jakim żyjemy my.

Do czego może zachęcić innych duchowy Ferdek Kiepski? Jaką wizytówkę wystawia taki pracownik swojemu ziemskiemu, jak i Niebieskiemu pracodawcy? Chcielibyśmy mieć kogoś takiego za partnera w biznesie lub w życiu prywatnym? Nie? A ile z Ferdka Kiepskiego odnaleźlibyśmy w nas samych?

Czy będąc takim życiowym i duchowym Kiepskim, mamy prawo oczekiwać zmaterializowania się jakichkolwiek Bożych obietnic w naszym życiu? Czy Bóg promuje lenistwo i duchową gnuśność? Czy Bóg promuje głupotę, bezmyślność i zwyczajną bylejakość? Jakie świadectwo wystawiamy naszemu Panu i Zbawicielowi, gdy w życiu i w duchu jesteśmy jak ci, którzy zamiast Bożej JAKOŚCI wolą… JAKOŚ...???!!!

11:52, emi_grise
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 listopada 2013

Lud mój ginie, gdyż brak mu poznania; ponieważ ty odrzuciłeś poznanie, i Ja ciebie odrzucę, abyś mi nie był kapłanem, a ponieważ zapomniałeś o zakonie swojego Boga, Ja też zapomnę o twoich dzieciach”

O UZDROWIENIU


Jakże mocne są słowa zapisane przez proroka Ozeasza.  Jak bardzo WPROST mówi tutaj do nas Bóg. On nie mówi: „lud mój ma się gorzej”, „lud mój nie funkcjonuje dobrze”, ale mówi wyraźnie: „LUD MÓJ GINIE!”.

Przyłóżmy teraz te słowa do jakiejkolwiek dziedziny naszego życia i sprawdźmy, czy aby na pewno widzimy ją tak, jak widzi ją nasz Bóg. Sprawdźmy w Jego Słowie, czy to, co wiemy na dany temat, pokrywa się z tym, co On do nas mówi. Sprawdźmy, czy w danej dziedzinie nie brak nam poznania!

Chorujemy, ale czy wiemy, co Bóg mówi o chorobach? Czy potrafimy skutecznie modlić się o uzdrowienie? Czy zamieniamy Boże Słowo w czyn?

Spójrzmy, ile osób naprawdę umiera tylko dlatego, że ktoś inny (często my), nie potrafimy, nie wiemy, w jaki sposób modlić się o ich uzdrowienie?

Jakie my sami mamy „wyniki” w dziedzinie uzdrowień? Czy dzięki naszym modlitwom jesteśmy w stanie przyciągnąć Bożą interwencję i innych ludzi do Boga? Czy nasz cień już uzdrawia?...

To samo dotyczy KAŻDEJ innej dziedziny naszego życia. KAŻDEJ, bo do każdej dziedziny naszego życia powinien mieć dostęp Bóg, a my powinniśmy w Niej funkcjonować zgodnie z Jego Słowem.
Nie pozwólmy, by którakolwiek z nich zginęła, bo nie wiedzieliśmy, w jaki sposób ją ratować!

16:16, emi_grise
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 października 2013

„Albowiem smutek, który jest według Boga, sprawia upamiętanie ku zbawieniu i nikt go nie żałuje; smutek zaś światowy sprawia śmierć; Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i wytracać. Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały”

SMUTEK

Smutny chrześcijanin, to martwy chrześcijanin – chciałoby się rzec i nie za bardzo minęlibyśmy się tutaj z prawdą. W Biblii czytamy o dwóch zasadniczych rodzajach smutku: o tym, który wiedzie nas ku upamiętaniu, a w konsekwencji – ku zbawieniu oraz o smutku wiodącym ku śmierci.
 
Ten drugi rodzaj smutku to stare jak świat narzędzie diabła do gnębienia ludzi. Najpierw zaczyna się od lekkiej melancholii, potem od użalania się nad sobą, następnie widzimy u siebie pierwsze objawy depresji, a stąd już tylko krok do... No właśnie! Do czego? Do otrzeźwienia Kochani! Do powstania i przeciwstawienia się diabłu!
 
Nie czekajmy, aż nasz smutek zacznie przesłaniać nam nasze życie. Nie czekajmy, aż pod jego wpływem to życie straci dla nas sens.
 
Depresja i myśli samobójcze to nie jest cel i sens życia chrześcijanina. Dla diabła – owszem, ale nie dla Bożych dzieci.
 
Czytajmy Biblię, wdziewajmy swoje duchowe zbroje, karmmy się zdrowym nauczaniem i powstańmy do życia!

Żywy, mocny i mężny chrześcijanin, to śmiertelnie groźny dla diabła chrześcijanin!

18:57, emi_grise
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 października 2013

„Synu mój, zwróć uwagę na moje słowa; nakłoń ucha do moich mów! Nie spuszczaj ich z oczu, zachowaj je w głębi serca, Bo są życiem dla tych, którzy je znajdują, i lekarstwem dla całego ich ciała”

BOŻE LEKARSTWO

 
Zamiast martwić się lub denerwować kolejną chorobą w domu, weźmy do ręki swoje Biblie i czytajmy. Bóg w swoim Słowie daje nam ZASKAKUJĄCO PROSTE recepty na wszystkie nasze troski i problemy: mamy karmić się Jego Słowem, aby żyć w ogóle i mamy Je aplikować sobie w dniu choroby, bo sam nasz Bóg powiedział, iż Jego Słowa są lekarstwem dla całego naszego ciała.
 
Niemożliwe, żeby to wszystko było aż tak proste? A jednak. I nie bez powodu czytamy w Biblii, że słowa w Niej zawarte najtrudniej trafiają do ludzi mądrych lub mieniących się mądrymi.
 
Znam ludzi, którym najprostsze rzeczy sprawiają najwięcej trudności, bo ich umysł nie chce się na tych prostych rzeczach skupiać - woląc trudniejsze wyzwania.

Nie dajmy się w ten sposób „zwariować”! Chwyćmy za nasze Biblie i aplikujmy sobie i swoich bliskim Boże lekarstwo dzień po dniu - najlepiej nie w momencie choroby, ale zawsze – prewencyjnie!

 

 

20:44, emi_grise
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 października 2013

„(...) aby dać ci poznać, iż człowiek nie samym chlebem żyje, lecz że człowiek żyć będzie wszystkim, co wychodzi z ust Pana”

BOŻA DIETA


Czy tego chcemy, czy nie, jako chrześcijanie jesteśmy „skazani” na szczególny rodzaj Bożej Diety. Od naszego nastawienia zależy, czy będzie ona lekka i przyjemna, czy rozmiłujemy się w niej, czy też będzie ona dla nas uciążliwym, codziennym obowiązkiem.

Bóg w swoim Słowie mówi nam, iż będziemy się żywili nie tylko codziennym chlebem, ale tym, co mówi do nas Bóg. Że to będzie pokarm, który zapewni nam życie, zarówno doczesne, jak i wieczne, że tylko karmiąc się Bożym Słowem jesteśmy w stanie przeżyć!

Nie czytając Biblii, nie rozważając Jej, nie karmiąc się Nią każdego dnia, skazujemy się na duchową, ale także fizyczną śmierć.

Bóg nie bez powodu mówi nam o tym i nie wymaga od nas, byśmy po tę codzienną Strawę musieli wystawać godzinami w kolejkach (choć może już niedługo tak będzie), byśmy musieli płacić za nią jakieś horrendalne sumy, choć sama Jej lektura bywa już w niektórych krajach równoznaczna z wyrokiem śmierci. Nie idźmy zatem za wykreowanym przez specjalistów od marketingu trendem, że jeśli coś jest tanie, za darmo lub powszechnie dostępne, to jest niskiej albo żadnej jakości i wartości.

Czytajmy Biblię – dopóki JESZCZE możemy, dopóki jeszcze Jej zakup nie przewyższa naszych finansowych możliwości i dopóki nie grozi się nam za Jej lekturę śmiercią. Być może już niedługo nie będzie to możliwe. A wówczas co?  Wygrają ci wszyscy, którzy najcenniejsze dla siebie fragmenty znają na pamięć i mają je wyryte w sercu.

20:55, emi_grise
Link Dodaj komentarz »

„A On odpowiadając, rzekł: Napisano: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”

BOŻA DIETA


W Przypowieściach Salomona 30:5 czytamy, że: „Każde słowo Pana jest prawdziwe(...)”. Kiedy zatem zastosujemy je do swojego życi,a powinno wywołać w nim realny skutek. I skoro czytamy w Bożym Słowie, że nie mamy żyć samym chlebem, ale Bożym Słowem – jest to prawdą.

Nie namawiam nikogo do przeprowadzenia żadnych drastycznych testów, ale wystarczy, że przez kilka dni zaniechamy kontaktu z Biblią, a na efekty takiego „postu” i duchowej posuchy nie będziemy musieli długo czekać. Marazm, zniechęcenie, apatia, brak sił – także fizycznych, pogorszony nastrój, to tylko niektóre z „efektów” nietrzymania się Bożej Diety.

Stąd już tylko krok do duchowej anoreksji, a potem śmierci głodowej – najpierw duchowej, potem fizycznej.


Kiedy zaczniemy obserwować u siebie choćby niektóre z powyższych objawów, a nie będziemy potrafili wskazać żadnej innej ich przyczyny – sprawdźmy, czy przypadkiem naszej Biblii nie pokrył kilkudniowy kurz.

Cena, jaką przychodzi nam za ten szczególny „post” zapłacić jest zbyt wysoka, aby warto było aż tak ryzykować.

 



20:52, emi_grise
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 października 2013

(...) lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają.

 

Zaufanie Bogu powinno nam się wydawać proste i oczywiste! Mamy jako chrześcijanie ogromny komfort - nie zawiedziemy się nigdy, bo ufamy samemu Bogu! Jednak nie zawsze tak jest.

Naszą jest decyzja, czy zaufamy Bogu w ogóle i czy będziemy Mu ufali na każdym (!) etapie naszego chrześcijańskiego życia, czy damy się pokonać trosce (która razem ze smutkiem nie pochodzi od Boga), czy pozwolimy, by Bóg swoją nadzieją, siłą i miłością kierował nas ku dobremu, umacniał nas, odnawiał nasze siły i umacniał naszą wiarę.

I tak, jak każdy z nas uczy się wiary poprzez coraz większe jej kroki - od małych bitew, po wielkie zwycięstwa, tak też musimy ćwiczyć naszą ufność w Boga i Bogu, by nie zostać z nią na etapie tylko tej pierwszej ufności nowonarodzonego Bożego Dziecka. Żebyśmy, przy pojawiających się później trudnościach, mogli powiedzieć, że bez względu na wszystko, będziemy Mu ufali, że choćby dokoła burza i wiatr - nie poddamy się trosce, ale zawsze, natychmiast będziemy ją oddawali Panu.

I nie ma tak być w naszym życiu raz, czy dwa - tuż po nawróceniu, ale za każdym razem, kiedy będzie taka potrzeba. Ochroni nas to przed smutkiem, który, jeśli nie prowadzi ku nawróceniu, jest z tego świata i w prostej drodze prowadzi nas ku śmierci - tak duchowej, jak i fizycznej. Ochroni nas to przed upadkiem i życiem pełnym wzlotów i upadków, mimo bycia Bożym dzieckiem i bycia członkiem, zbawionej, Bożej Rodziny.

16:27, emi_grise
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6